Z życia pielęgniarki: „U nas po nieudanej reanimacji rzucamy rękawiczki i zajmujemy się kolejnym pacjentem. Mój rekord pracy to 72 godziny z rzędu”.

Ogólnopolski miesięcznik branżowy pielęgniarek i położnych pielegniarki.info.pl - nakład 30 tysięcy egzemplarzy.

Instrukcja złożenia podpisu pod petycją:

STOP deprecjacji zawodu pielęgniarki i położnej w Polsce!

1. Petycję może podpisać każda osoba, nie tylko pielęgniarka i położna. 

2. Petycja została opublikowana w dniu 2 sierpnia 2017 roku na stronie www.petycjeonline.com

3. Petycję można podpisać na dwa sposoby:

  1. Na stronie  www.petycjeonline.com pod adresem: https://www.petycjeonline.com/stop_deprecjacji_zawodu_pielgniarki_i_poonej_w_polsce
  2. lub korzystając z poniższego formularza.

​4. Pod petycją jest formularz, w którym należy wpisać, dane:

Imię, nazwisko, miejscowość, adres e-mail. Można w polu - "podpisuję ponieważ..." wpisać swoje uwagii.

5. Jeżeli podpisujący petycję, nie chce aby jego dane takie jak: imię, nazwisko, miejscowość (adres e-mail nie jest nigdy widoczny dla osób trzecich), były widoczne, to należy pod formularzem ODZNACZYĆ pole przy adnotacji "Pokazuj użytkownikom mój podpis". Wtedy w sekcji podpisy będzie widniał wpis: "Sygnatariusz zadecydował nie ujawniać swojego nazwiska w internecie". 

6. UWAGA!!! Po kliknięciu na "Podpisz petycje", na adres email podpisującego zostanie wysłany przez serwis www.petycjeonline.com link, w który należy kliknąć aby zakończyć proces składania podpisu pod petycją. Dopiero wtedy złożony przez nas podpis zostanie oficjalnie zaakceptowany. 

Dotychczas liczba złożonych podpisów przekroczyła 6 tysiący!

Zapraszamy do podpisywania petycji!

Petycja jest formą akcji społecznej pielęgniarek i położnych, użytkowników Ogólnopolskiego Portalu Pielęgniarek i Położnych www.pielegniarki.info.pl. Nie jest związana z żadną organizacją samorządu zawodowego oraz związków zawodowych pielęgniarek i położnych. 

Redakcja pielegniarki.info.pl 


 

Co może powiedzieć pielęgniarka anestezjologiczna z niemal 30-letnim stażem? Co może powiedzieć kobieta, która przez ostatnie 25 lat pracowała w pogotowiu, na intensywnej terapii, na bloku operacyjnym? Która widziała taki ogrom cierpienia i bólu, że mało kto z nas by go udźwignął? Co w końcu może powiedzieć ktoś, kogo praca nie jest szanowana, ani wynagradza tak, jak być powinna?

„… przeraża mnie ogrom nieszczęścia”

W anestezjologii i intensywnej terapii nie ma powołania. Od samego początku sprawa była prosta: pracowało się przez trzy miesiące z jedną osobą i to ona wydawała opinię czy przedłużyć nam umowę na następny rok, czy może ktoś jest świetny, ale nie w anestezjologii i intensywnej terapii.

Kiedy po tych moich trzech miesiącach oddziałowa spytała mnie: „Z czym sobie nie radzisz?”, odpowiedziałam, że przeraża mnie ogrom nieszczęścia. „Lubisz anestezjologię i intensywną terapię? Jeśli tak, to spróbuj traktować pacjenta, jak narzędzie swojej pracy, bo inaczej ześwirujesz. Nie wolno ci zapominać, że możesz kiedyś być na miejscu tego człowieka, że trzeba go traktować jak swoich rodziców, jak sami byśmy chcieli być traktowani, ale jeśli w jakimś momencie zaczniemy się roztkliwiać nad pacjentem na intensywnej albo na bloku operacyjnym, to albo my ześwirujemy, albo nie będziemy w stanie normalnie pracować”.

W tej pracy widzi się tragedie, których żaden film, żadna telewizja nie jest w stanie pokazać, dlatego też wszyscy, którzy pracują wiele lat na tych oddziałach, wypracowali sobie swój własny mechanizm obronny, co nie znaczy, że ta praca nie odbija się na nas. Bo odbija się. Wśród pielęgniarek anestezjologicznych i w ogóle w środowisku anestezjologów i pogotowia jest najwięcej rozwodów. Ostatnio policzyłyśmy, że z 25 pielęgniarek na porannej odprawie, 16 jest po rozwodzie. Ale to nie wszystko, bo na przykład, rzadko która z nas zachodzi w ciążę wtedy, kiedy chce, mało której z nas udaje się donosić pierwszą ciążę. I wszyscy o tym wiedzą, ale nikt nie mówi tego głośno.

Trzeba się nauczyć z tym żyć. Sposoby są różne, akurat w środowisku, w którym ja pracuję, najwięcej jest uzależnień od alkoholu, leków pobudzających, narkotyków i hazardu. Ale my też pracujemy inaczej, niż reszta środowiska. My nie mamy psychologa, nie mamy dodatkowych urlopów, nie mamy godziny na odpoczynek. U nas po nieudanej reanimacji rzucamy rękawiczki i zajmujemy się kolejnym pacjentem. Nie mamy nawet 15 minut dla siebie. Ja w takim „hardkorze” pracuję do wielu wielu lat. I nie jest to jedynie winą obecnego ministra zdrowia, to są zasiedziałości od lat, ktoś kiedyś na to pozwolił, ktoś inny udawał, że nie widzi…

„Mój rekord pracy to 72 godziny z rzędu i to wcale nie było tak dawno”

Mało kto z nas może sobie pozwolić na pracę na jednym etacie. Lekarz – anestezjolog, oprócz tego, że ma swój etat normalnie, to rzadko kiedy schodzi od razu po dyżurze, anestezjologów jest po prostu za mało. Oni mają średnio 15 – 18 dyżurów w miesiącu. A młodzi, którzy są bez specjalizacji, biorą dodatkowe, żeby zarobić na życie, bo mają mniej niż ja podstawy, a za coś żyć muszą.

Pielęgniarki robią dokładnie to samo. Zawsze w większym mieście są dwa lub trzy zaprzyjaźnione szpitale, które wymieniają się pielęgniarkami. Czyli, jeśli dziewczyna kończy w swoim szpitalu dniówkę (od 7:00 do 19:00 – przypis red.), leci na nockę od 19-tej do innego szpitala. Tam pół godziny po swoim dyżurze czeka na nią koleżanka, bo wie, że ta poczeka na nią u siebie w szpitalu następnym razem. To jest wymiana.

My, pielęgniarki w wieku około 50 lat, napracowałyśmy się już na kontraktach, takie warunki pracy są dla młodych, więc chcemy umowę o pracę, ale nawet pracując na umowę i tak wyrabiamy dwa etaty. Ja jestem akurat w komfortowej sytuacji, bo od kilku lat pracuję w jednym miejscu na jednym etacie. Ale wiele lat pracowałam tak, jak większość z nas. W Poznaniu wymieniałam się z kolegą z pogotowia – ja miałam dzień na oddziale, on miał w pogotowiu i ustawialiśmy grafik tak, żeby móc pracować na zmianę. Tak pracujemy od zawsze, wszyscy o tym wiedzą. Mój rekord pracy to 72 godziny z rzędu i to wcale nie było tak dawno. Tak naprawdę 36 godzin pracy to jest nic, trzy doby to jest hardkore, ale dwie doby na nikim w moim środowisku zawodowym nie robią wrażenia.

Przy czym trzeba dodać, że na intensywnej terapii się nie śpi. Tam wchodzi się na salę i stamtąd się nie wychodzi, tam się dzień od nocy nie różni.

„Po prostu wybieramy mniejsze zło”

Oczywiście nadal obowiązuje stereotyp, że pielęgniarki to tylko od czekoladek, kawy i spania w nocy. Takie myślenie jest pewnie wynikiem starych czasów, które ja też pamiętam ze swoich praktyk. Ale pielęgniarstwo się zmieniło, mamy dużo więcej obowiązków, odpowiedzialności, dokumentów, jesteśmy lepiej wykształcone.

W anestezjologii jesteśmy partnerami dla lekarzy – oni słuchają, co mamy do powiedzenia, liczą się z naszym zdaniem. Ufamy sobie nawzajem. Mnie teoretycznie nie można podać niczego „na gębę”, czyli kiedy pacjent ma bradykardię (nieprawidłowa praca serca – przypis red.), to powinnam zadzwonić do anestezjologa i spytać, czy mogę mu podać atropinę. Ale ja dzwonię dopiero po podaniu pierwszej dawki, zaciągając drugą, bo inaczej, gdybym czekała na zgodę, musiałabym już podać pacjentowi adrenalinę, żeby ratować mu życie. Dlatego ja i moje koleżanki najpierw reagujemy, a dzwonimy po chwili i nikt nie ma pretensji. Musimy tak pracować, bo jest nas za mało. Po prostu wybieramy mniejsze zło. Tak samo się pracuje na intensywnej terapii, na każdym obciążonym oddziale, na kardiochirurgii. Wszędzie, gdzie trzeba szybko podjąć decyzje.

A zarabiamy tyle samo, co nasze koleżanki na okulistyce czy dermatologii. Nie mamy żadnych dodatków za odpowiedzialność, za stres…

„Moja mama całe życie twierdziła, że pielęgniarki nic nie robią”

Jestem szefem sali budzeń – pooperacyjnej, na którą trafiają pacjenci po zabiegach, ciężkich operacjach, także ci, którzy powinni znaleźć się na intensywnej terapii, ale nie ma dla nich tam miejsca. Trzy lata temu na sali, na której budzimy około 30 pacjentów dziennie po zabiegach, którzy są na respiratorach, którzy są wentylowani mechaniczne, którzy czekają dobę, dwie, a nawet trzy na miejsce intensywnej terapii – pracowałyśmy w trzy plus czwarta, która się uczyła. Teraz jesteśmy we dwie, pacjentów mamy więcej, a my robimy dokładnie to samo, co wcześniej.

W moim szpitalu jest wiele specyficznych zabiegów – bardzo trudnych, skomplikowanych – mamy potężną neurochirurgię, wykonywane są przeszczepy – co drugą dobę mamy dyżur „kończynowy”, to znaczy, że jeśli gdzieś w Polsce coś zostanie ucięte, odcięte, odpadnie, to jest co drugą dobę przywożony do nas. Ląduje helikopter, musimy się zorganizować, nie mamy zespołu do ostrych wypadków, już dawno nie mamy, bo nie ma z kogo go sklecić.

Na mojej sali mamy różnych pacjentów. Takich po usunięciu guzów nerki, gdzie trzeba uważać, żeby nie doszło do krwawienia, pilnować każdy dren, reagować na każdy spadek ciśnienia. Mamy dużą chirurgię onkologiczną, pacjentów po tarczycy, a tej nikt nie lubi, bo to zabieg na szyi i jakiekolwiek krwawienie do środka powoduje niewydolność oddechową. Jest ogromna klinika chirurgii naczyniowej, więc trafiają do nas pacjenci po pękniętych tętniakach, którzy czekają na miejsce na intensywnej terapii wentylowani mechanicznie.

Moja mama całe życie twierdziła, że pielęgniarki nic nie robią, że w nocy śpią, bo jak to ja mam w nocy nie spać, przecież wszyscy śpią. Leżała ostatnio na mojej sali, bo miała operowaną tarczycę. Od niej, 70-letniej już prawie kobiety, usłyszałam wtedy: „Przepraszam”… Powiedziała, że nie miała zielonego pojęcia, w jakim ja kołchozie pracuję, jakimi pacjentami się zajmuję i jakie decyzje podejmuję.

Często słyszę: co wy tam na OIOM-ie robicie, jedna pielęgniarka na jednego pacjenta, a na innych mają po 20-tu. A ja mam jednego, który jest podłączony do dziesiątek kabli, jest respirator, pompy, każde potknięcie się, upadek na te kable, to zagrożenie życia tego człowieka, spóźnienie ze zmianą strzykawki, która się kończy, a jest ich 10, to stan zagrożenia życia tego człowiek. Jakakolwiek pomyłka, to stan zagrożenia życia albo śmierć. Takiego pacjenta się myje, odwraca co trzy godziny, kąpie się w łóżku, zmienia się raz dziennie pościel. I jeśli ktoś jest podłączony do kabli, ma dreny wychodzące z brzucha, dren z płuc, to proszę sobie wyobrazić, jak umiejętnie trzeba się tym pacjentem zająć. Oni wszyscy są zaintubowani, oddycha za nich maszyna, więc co 2-3 godziny trzeba zrobić higienę rurki, żeby się nie zatkała. A kiedy zaczyna coś na monitorze wyć, to trzeba wiedzieć, co wyje… Co się zatkało, co pękło, co się dzieje. Nasi pacjenci nie siadają, nie mówią, co im jest.

„… mam na czysto z wysługą lat niecałe 2400 zł”

Ja chyba zawsze chciałam pracować na intensywnej terapii, wtedy nie wiedziałam, że anestezjologia i intensywna to całość. Na początku trafiłam do bardzo dobrego ośrodka, kiedy na zaczynało się przeszczepiać nerki, kiedy mieliśmy sprzęt jak Europa Zachodnia, choć o Unii Europejskiej jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy. Kiedy strajkowałyśmy w 1997 lub 1999 roku jeden z profesorów wstawił się wtedy za nami mówiąc, że on z pięcioma pielęgniarkami na ostrym dyżurze i jednym anestezjologiem da sobie radę, ale z pięcioma anestezjologami i jedną pielęgniarką – nie ma szans. Zresztą z tamtych czasów, z tamtego ośrodka chyba dzisiaj jest większość oddziałowych na intensywnych terapiach w Wielkopolsce.

Kiedy strajkują pielęgniarki, wieszane są na nich psy, dziwią się, o co tyle szumu. Przecież, kiedy pokazywane są średnie pensje pielęgniarek, to one nie mają na co narzekać? Naprawdę? Ale mało kto wie, że do średniego przedstawionego w mediach wynagrodzenia wliczana jest pensja chociażby pielęgniarek kontraktowych, które pracują po 300 godzin zarabiając owszem 8 tysięcy złotych, ale połowę i tak oddają dla państwa. Ja mam prawie 30 lat pracy i co miesiąc z dodatkiem „zembalowym” (dodatek przyznany pielęgniarkom przez ministra Zembalę w 2016 roku – przypis red.) odbieram 2900 zł, przy czym dodatek wynosi 640 złotych i jest kartą przetargową dla rządu: podskoczycie, to wam zabierzemy. I my nic nie możemy zrobić, bo dla mnie 600 złotych to jest tydzień jedzenia dla mojej rodziny. No więc ja, „na stołku”, bo jestem pielęgniarką wiodącą, mam na czysto z wysługą lat niecałe 2400 zł – to są moje zarobki. Nie mam refundowanych żadnych kursów, szkół, studiów. Mogę starać się o zwrot 50% kosztów do Izby Pielęgniarskiej i liczyć na jej przychylność, co się nie zdarza.

„… to granie nie na poczuciu obowiązku, ale na naszych emocjach”

Pielęgniarstwo od 20 lat jest zaniedbane, czego efektem jest obecny kryzys. I szczerze mówiąc naprawdę się zastanawiam, mimo całej mojej miłości do anestezjologii, czy nie zmienić pracy. Jest nas coraz mniej, jest nas o tyle mniej, że pracujemy już za dwie, a czasami za trzy. W moim szpitalu kombinujemy – tu jedna zostanie, druga pójdzie na inną salę, to zostanie sam anestezjolog, tu pielęgniarka pobiegnie… Nie odmawia się pomocy. Ale to wszystko jest do czasu, bo to granie nie na poczuciu obowiązku, ale na naszych emocjach, bo wszystkie jesteśmy kobietami.

Proszę przypomnieć sobie o cudzie, kiedy dziecko urodziło się żywe z martwej matki. Wówczas nikt nie wspomniał o pielęgniarkach, które wchodziły o siódmej rano na salę i wychodziły o 19-tej. Nie ujmuję zasług lekarzy, ale dlaczego nikt nie mówi o pracy pielęgniarek?

My nie mamy swojego rzecznika, nie mamy nikogo, kto zadbałby o nasz wizerunek, kto odczarowałby właśnie ten stereotyp śpiącej na dyżurze pielęgniarki. Dlaczego? Bo wszystkim jest to na rękę. Przyzwolenie na brak szacunku społeczeństwa wobec nas, jest przyzwoleniem rządu na brak podwyżek dla pielęgniarek. Poza tym nasze związki zawodowe grają pod siebie, izby pielęgniarskie grają pod siebie, Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych gra pod siebie, bo nie ma co się oszukiwać, każdy będzie trzymał się stołka, skoro z dwóch tysięcy nagle, będąc bliżej „koryta”, zarabia się 20 tysięcy.

A gdyby przypomnieć przypadek pielęgniarki, która podała chlorek potasu zamiast chlorku sodu, w efekcie czego zmarło małe dziecko? Wszyscy nabrali wody w usta, gdy okazało się, że ten chlorek potasu wpisany był w zlecenie, czyli pielęgniarka wykonała zlecenie lekarskie, ale całe obarczenie winą za tę sytuację skupiło się właśnie na niej. Reakcja ministerstwa była taka, że zrobiono szkolenie ze zleceń lekarskich, na którym kulaliśmy się ze śmiechu, bo to był absurd. Kolega lekarz po tym szkoleniu mówi do mnie: „Słuchaj, ale jak ja będę zmęczony po dwóch dobach dyżuru i wpiszę chlorek potasu zamiast soli fizjologicznej, to proszę daj mi znać”, na co ja mu: „No tak, jak dotychczas”. To wszystko, to działanie pozorne, nikt nie wyprostował tematu, poszło w świat, że winna pielęgniarka, nikt nie stanął w jej obronie.

Dlaczego lekarze mają lepiej niż pielęgniarki? Bo mają mądrzejsze władze i są bardziej solidarni. Gdybyśmy my były solidarne i przestały przez dwa miesiące brać dyżury w dodatkowych miejscach pracy, to wszystko by stanęło. Dlaczego u nas różnica w pensji w zależności od miejsca pracy wynosi od 300 do 400 złotych? Bo to niewielka różnica i my zawsze będziemy dorabiać, pracować w innych szpitalach.

Moje koleżanki, które pracują w weekendy i w święta nie zarabiają nawet trzech tysięcy. Mają jakieś 2800 zł plus dodatek „zembalowy”. Ale gdyby mój szef dał nam podwyżki, to szpital za miedzą padłby, bo te pielęgniarki, które wychodziły na zlecenia, już by tam nie poszły. Gdybyśmy w jednym szpitalu w w dużym mieście miały zarabiać normalne pieniądze, to jeden duży szpital musiano by zamknąć, bo nie byłoby w nim pielęgniarek.

„… powiedziała mi, że w czasie reanimacji „wisiała” nad łóżkiem”

A przecież to nie jest praca w komfortowych warunkach… Są takie rzeczy, które się śnią po nocach… To jest na przykład wybuch gazu – wybuchła kamienica, byłam tam… To są śmierci dzieci, nieudane reanimacje, jeśli chodzi o pracę w pogotowiu.

W pamięci mam przypadek dziewczyny – wtedy pracowałam na intensywnej terapii, a ona będąc już dość wysoko w ciąży, niestety poroniła. Przyplątał się jej DIC (problem z krzepliwością krwi – przypis red.) i wylądowała u nas na intensywnej terapii, kilka tygodni walczyliśmy o tę dziewczynę, było bardzo trudno. Niestety miała powikłanie – niewydolność nerek, była dializowana i po raz kolejny została do nas przywieziona na granicy zatrzymania. Miała bardzo wysoki poziom potasu we krwi, co przy dializie jest zagrożeniem życia. Zatrzymała się nam w trakcie tej dializy, reanimowaliśmy ją nie przestając dializować, żeby wypłukać z niej ten potas. Pamiętam, że ta reanimacja trwała bardzo długo, skończyły mi się już igły do pobierania krwi do badania. Zostały tylko różowe 12-tki, grube igły do pobierania leków. Musiałam się wkłuć w tętnicę udową, pomyślałam: „wóz albo przewóz”, wbiłam się, a ta dziewczyna zaskoczyła… Przeżyła. Po kilku dniach, kiedy doszła do siebie, mówi do mnie: „Słuchaj, jeśli kiedykolwiek się jeszcze tutaj zjawię, nigdy nie kłuj mnie 12-tką, bo to jest tak potworny ból”… Byłam zaskoczona, bo skąd ona to miała wiedzieć. Wtedy powiedziała mi, że w czasie reanimacji „wisiała” nad łóżkiem. Opowiedziała mi, co robiliśmy, co mówiliśmy… Nie mogła wiedzieć tego od żadnego z nas, bo nikomu o tym nie mówiliśmy. Ten przypadek przywołuję, kiedy są u nas studenci, powtarzam, że każdego pacjenta nieprzytomnego, który do nas trafia, którego reanimujemy, musimy traktować z szacunkiem pamiętając, że nigdy nie wiemy, czy jest życie po życiu i że ośrodek słuchu umiera ostatni… Czytaj dalej...

 

Czytaj więcej artykułów z Ogólnopolskiej Gazety Pielęgniarek i Położnych

 

Komentarze użytkowników

#1  2017.09.09 11:35:37 ~bea

Przeczytałam ciekawością cały artykuł. Tylko czemu miał on służyć? Wiem jak wygląda praca pielęgniarek anestezjologicznych . Mam jedno dziwne pytanie czy pielęgniarki anestezjologiczne wiedzą jak wygląda praca innych pielęgniarek,ponieważ można odnieść wrażenie,że niekoniecznie . Na innych oddziałach nie ma sprzętu,reanimacji,stanów zagrożenia życia? Jak można pisać o dyżurach 72 godzinnych. Z całym szacunkiem do pracy tą wypowiedzią caly artykuł stracił motyw pierwotny i pokazał,głupotę". Co usprawiedliwia pracę 36 lub 72 godzinną narażającą zdrowie pacjentów? Kasa?

#2  2017.09.09 11:56:39 ~M

Drugie po bogu zadufane i wszechwiedzace no.no.no niezastapione

#3  2017.09.09 12:17:42 ~tuti

Każdy oddział ma swoją specyfike. Jestem przeciwniczka pracy po nawet 24 h, bo tak naprawde taka osoba jest zmeczona, zmniejszona jest koncentrakcja i czas reakcji. Ja pracuje na psychiatrii, moja praca jest niebezpieczna, nie ma miesiaca, żeby ktoś z personelu nie doznał urazu ze strony pacjenta. Stany nagłe też si zdarzają próby S, po zazyciu SPA. Pracowały ze mna osoby z IT i stwierdziły, że wola IT, bo jest cisza i schematy postepowania.U nas jest jak na wojnie, nigdy nie wiesz co sie wydarzy.

#4  2017.09.09 13:26:29 ~p.

Głupota! Harówka za nędzne grosze? Durne baby! Dopóki będą takie pazerne babska, pielęgniarki nic nie wywalczą! Może by tak doktorki zostały same na dyżurze, w końcu mają nieporównywalną kasę za swoją pracę! Chyba nie pracowałaś tak ciężko, skoro dałaś radę przez tyle godzin? Wstyd! Ile dostałaś za te godziny? Ile dostał lekarz?

#5  2017.09.09 14:11:41 ~piel

Znam taką co chciała "odpocząć" na oddziale po wielu latach pracy na anest. Trafiła na . hehe-internę. Co tam taki oddział zachowawczy w porównaniu z Wielką Anestezjologią . Odeszła po miesiącu mówiąc,że nie będzie popychadłem wszystkich, pracującym za dwie pielęgniarki i trzecią salową .

#6  2017.09.09 15:02:46 ~piel

50 LAT I TRZY DYŻURY Z RZĘDU ? . Nie wspominając o rekordzie. To skrajna nieodpowiedzialnośc i wybitna głupota. W tej sytuacji pielęgniarka nie ma prawa do skargi bo świadomie naraża swoje zdrowie i życie . Nie powinna mieć dodatkowego wynagrodzenia bo świadomie naraża zdrowie i życie pacjenta. Jeden etat,prawo do skargi i dodatek za sres ? . OK. Ale , Anestezjologia nie jest wyjątkiem. Większość oddziałów ma powody aby domagać się dodatku bo trudność,obciążenie, stres, czy innego rodzaju ryzyko zawodowe, niebezpieczeństwo istnieje . Kto pracował w kilku oddziałch, również na Anestezjologii to wie,o czym mówi. Nie uważam że na Anestezjologii jest najgorzej. W wielu oddziałach było znacznie trudniej.

#7  2017.09.09 15:38:24 ~Piel

Zgadzam się z moimi przedmówczyniami powyżej. Ten artykuł pokazał jedynie głupotę durnej baby, która ma się za bohaterkę, bo pracuje 72 h jednym cięgiem i to gdzie proszę państwa? No na anestezjologii! Toż to przecież kwiat polskiego pielęgniarstwa! Nic, tylko stopy bogini całować! O przepraszam, nie pracuje, tylko się obija i udaje, bo jakby sumiennie wykonywała swoje obowiązki od a do z, to miałaby dość po jednym dyżurze. A co ty idiotko myślisz, że my na innych oddziałach to leżymy, nie mamy reanimacji, kabelków, pomp, monitorów, cierpienia, śmierci, zmiany pozycji u chorych? Oczekujesz medalu za swoją głupotę? Takimi jak ty, to już dawno temu powinna się zająć prokuratura za narażanie życia pacjentów. Przychodzi taki do planowej operacji i nie zdaje sobie sprawy, że usypia go "wypoczęta pielęgniara o jasnym umyśle", która jest w transie, bo ciągnie ciurkiem jedynie 48-72h. No strach się bać! Pieprzona bohaterka, która jeszcze ośmiela się tym przechwalać!

#8  2017.09.09 15:45:36 ~piel

72 godz z rzędu, a finał może się okazać jak we Włoszczowej. Jakie to przerażające.

#9  2017.09.09 15:51:36 ~piel anest

37 lat w zawodzie jako anest też Poznan i nie tylko.i czym się dziewczyno chwalisz że pracujesz 72 godz ,dla mnie to najwyższa głupota . Nasza praca jest trudna ale nie zamieniłabym się na internę gdzie jest jeszcze gorzej lub chirurgię lub neurochirurgię, zresztą nie ma w naszym zawodzie łatwych odcinków ,bo nawet przychodnia to nie bajka.Od 20 lat brałam czynny udział we wszystkich strajkach i manifestacjach żeby nasz piękny zawód był doceniony finansowo.dzisiaj mam niewiele do emerytury .a moim kolegom anestezjologom mówię żeby uczyli się ukraińskiego ,bo nasz chory kraj woli szkolić ukrainki (w moim miescie 30 )jak dać nam godne zarobki.Gdyby nie nasze koleżanki które pracują po 72 godziny biegając z jednago szpitala do drugiego to może nasz minister i reszta potraktowałby nas poważnie ,ale po 37 latach pracy wiem że jednosci wsród nas nie ma i zawsze znajdą się panie które zrobią wszystko dla kasy

#10  2017.09.09 17:30:26 ~#10

Mam nadzieję, że osoby zainteresowane studiami na Wydziale Pielęgniarstwa ,uważnie przeczytają ten artykuł i jeszcze raz dokładnie przemyślą decyzję o wyborze zawodu.Czy warto? Pielęgniarstwo w Polsce tak wygląda , nic dodać, nic ująć.Lepiej nie będzie,bo od 30 lat jestem pielęgniarką i takich czasów nie pamiętam jak teraz,a zanosi się na gorsze.

#11  2017.09.09 19:31:09 ~piel .

" Nasza praca jest trudna ale nie zamienłabym jej na internę gdzie jest jeszcze trudniej." Pracowalam w obu klinikach i potwierdzam.

#12  2017.09.09 19:37:03 ~piel .

"NASZA PRACA JEST TRUDNA ALE NIE ZAMIENIŁABYM SIĘ NA INTERNĘ GDZIE JEST JESZCZE GORZEJ".

#13  2017.09.09 20:14:33 ~Goska

Intensywna najlepsza wiadomo

#14  2017.09.09 20:34:33 ~Spec. Mgr

A ja 24 lata na wew. Też mamy wszystko. Pompy, monitorowania, kardiowersje, inhalacje, tlenoterapie . Codziennie pobierana masa krwi do badań, masa kart cukrzycowych, masa iniekcji do przygotowania. Oprócz tego karmienia, przewijania, biednych opuszczonych staruszków. I pilnowanie uciekających, awanturujacych się pacjentów z delirium. Lub dementywnych staruszków. Nie ma lekko w pielęgniarstwie. Też olbrzymia dokumentacja. Karty zleceń lek,pielęgnacyjne, wkluc, a każdy ma wklucie, które prawie codziennie mu przypadkiem wypada, lub sobie wyrywa, mimo zabezpieczenia. Karta odlezyn, cewników, bilanse płynów, zlewni moczu, karty obserwacyjne. Przerzucanie tony pościeli. I na to aż 2"siostrzyczki!

#15  2017.09.09 23:16:07 ~do 14.

Wiadomo- INTERNA ! . Właśnie tutaj jest wszystko i wszystkiego można się spodziewać . I najczęściej w okrojonych obsadach bo to niezabiegowy. Anestezjologiczna ,przyzwyczajona do stania w jednym czasie przy jednym operowanym czy reanimowanym pacjencie gubi się w nawale zadań które tutaj trzeba wykonać na już ,u wielu chorych i najlepiej w tym samym czasie. Nie pociągnęłaby nawet 24 non stop.

#16  2017.09.10 02:36:17 ~Brak

Słów. Wszystkie jesteście takie same. Jakby wrzucić was na jakąś arenę to byście sobie oczy powydłubywały. Tak to jest jak w zawodzie 90% to Kobiety :)

#17  2017.09.10 12:17:31 ~do 16

Nie dziw się, że tak się zachowują. Bronią swoich racji. Trzeba głośno mówić. A nuż te czepkowe znowu będą chciały nam "poprawić" to niech znają zdania wszystkich, z różnych oddziałów. Bo one z innego świata!

#18  2017.09.10 12:30:49 ~ela

Placza pielegniarki ze braki w pielegniarstwie, dziwia mnie starsze pielegniarki ktore doradzaja mlodym kolezankom zeby nie studiowaly tego zawodu - niby z troski o nie, "bo ciezka praca a" prawda jest taka ze nie chca z zazdrosci a pozniej lament ze nie ma kto pracowac

#19  2017.09.10 13:38:45 ~do18

Twój komentarz jest w stylu baby z bazaru, a prawda jest oczywista-będą dobre pensje i ludzkie warunki pracy,to będzie młody narybek.

#20  2017.09.10 14:25:18 ~do 18

Rusz głową! Głowa jest do myślenia, nie tylko do czesania.

#21  2017.09.10 16:29:09 ~do 17

Prawda jest taka, że nie potraficie się zjednoczyć, każda będzie psioczyć na każdą i przekomarzać sie kto ma gorzej, więc nie dziwcie się, że tak prosto wami pomiatać skoro rządzący doskonale wiedzą jaki macie do siebie stosunek. Najpierw zacznijcie mieć szacunek do siebie a potem wymagajcie gonod innych.

#22  2017.09.10 19:58:41 ~do 21

Macie, czy mamy?

#23  2017.09.11 09:10:32 ~do21

Głosisz pogląd "weźmy i zróbcie"

Dodaj komentarz